piątek, 31 sierpnia 2012

to moje Witkowo

Jakoś tak coraz łatwiej pogodzić mi się z wyjazdem. Przychodzą fale smutku i radości, strachu i entuzjazmu... Staram się myśleć pozytywnie. Jechać tam z dobrym nastawieniem.
Wczoraj myślałam dużo o wyjeździe. Najpierw poczułam ogromny żal, że zostawiam tu tyle bliskich mi osób, pomyślałam, że będę strasznie tęsknić, że tam wszyscy będą nowi. Wszystko będzie nowe. Ale zaraz potem pojawiła się myśl o tych, których chętnie tu zostawię... ;) O których nie będę pamiętać, nie będę zaprzątać sobie nimi głowy. Poczułam przeeeeogromną ulgę :) Jakby parę kilo mniej ;) Wiem, że z tymi, z którymi chcę - będę miała kontakt, a od niektórych po prostu sobie odpocznę i może dobrze to zrobi naszej relacji.
Dziś z kolei poczułam, że czas w Polsce, w Witkowie się dopełnia. Jakoś tak fajnie coś się kończy.
Lubię te moje spacery witkowskimi ulicami. Mam swoją "trasę" ;) Wychodzę z domu i nie idę w stronę "centrum", tylko do konia.


Pozdrawiamy się wzajemnie, a ja idę dalej, w kierunku stadionu. Dużą przyjemność sprawia mi moment, kiedy zza domów pokazuje się stadionowa trawa, a na niej małe kolorowe ludziki kopiące piłkę ;) Nie zawsze dany mi jest ten widok, tym bardziej cieszę się, kiedy trafię akurat na trening ;)


Mijam stawek, coraz bardziej zarośnięty. W oddali widzę wieżę St. Nicolaus Church ;) I wytrwale podążam wzdłuż stadionu, obserwując młodych piłkarzy. Często wtedy myślę o zeszłorocznych wakacjach, o tym, że miało to kiedyś większe znaczenie. Mijam moje przedszkole i gimnazjum i idę w stronę ronda.


Kolejnym punktem jest cmentarz. Czasem wejdę tam, by na chwilę się zatrzymać, pomyśleć, a czasem zawracam jeszcze przed nim. Wracam do miasta ;) Jak to brzmi... ;) Baaardzo lubię kwiaty na ul. Jasnej.


No i mój mały, prywatny Małpi Gaj.


Przechodzę potem koło garaży, niedaleko Łysej Górki. Po lewej stronie ludzie pielęgnują swoje małe działki, a po prawej toczy się pod-blokowe życie na ławeczkach. Często spotykam tam Rudego Kota, czy jak kto woli Kota Groszka ;)



Tak go żeśmy z Narożną nazwały, bo mieszka w okolicach Groszkowego bloku. No i z tej sielanki wyrywa mnie Czerniejewska ;) Patrzę sobie zawsze na rzeszę adolescentów na boisku. Jeżdżą na rowerach albo deskorolkach, albo grają w piłkę. Po drodze na myśl przychodzi mi Jędrek, Oczko, Irena, kiedy mijam ich domy... Przechodzę koło mojej podstawówki i czuję, że pomału mój spacer się kończy. Skręcam w Jana Pawła i praktycznie jestem u Narożnej ;) Każda część tej drogi jest inna, przynosi inne uczucia i myśli. Lubię to "zróżnicowanie" ;) Tego jednego będzie mi na pewno bardzo brakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz