Cieszę się - w końcu było to moje największe marzenie, rok w Salamance, rok z Hiszpanami, z ich kulturą i sposobem bycia, rok zanurzenia się w ich język, rok poza Polską. Tak, cieszę się.
Ale z drugiej strony chyba coraz mniej potrzebuję tego wyjazdu... Chyba coraz mniej potrzebuję uciekać. Czuję, że mogę się zatrzymać, zostać, stawić czoła. Czuję, że mam na to siłę.
Poza tym będzie brakować mi tego, co mam teraz. Tych ludzi, tych miejsc. Nie wiem, co tam mnie czeka i chyba dlatego tak trudno mi zostawić to, co mam tutaj.
Jedyne co mnie w tym wszystkim pociesza to "duchowe bliźniactwo" z Ewą ;) Rozumiemy się doskonale, bo jesteśmy praktycznie identyczne ;) Mimo, że dopiero się poznajemy, myślę, że będzie w porządku.
Trzymajcie kciuki ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz