Tak sobie myślę... gdyby można było realizować swoje marzenia ot tak, natychmiast, to chyba byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie...
Myślę o Indiach. Wiem, że bardzo będzie mnie cieszyć cała organizacja wyjazdu, sprawdzanie wszystkiego, załatwianie... Ale wiem też, że jak przyjdzie co do czego, nadejdzie dzień wyjazdu, Indie przestaną być moim marzeniem.
To jest jak klątwa! To i kilka innych rzeczy, o których nie będę tu pisać.
Nie wiem, nie rozumiem dlaczego się tak dzieje. Dlaczego moje marzenia przestają być marzeniami w momencie ich spełniania. Dlaczego tracą swoją wartość w momencie kulminacyjnym?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz