środa, 9 lipca 2014

Pani D.

W dwudziestym siódmym roku mojego życia, a ściślej rzecz ujmując - w dwudziestym szóstym jeszcze, przyszło mi zmierzyć się z Panią D.



Zagościła pierwszy raz u mnie ze dwa lata temu. Przychodziła, odchodziła. Działo się to trochę samo, bez mojej ingerencji i woli. Kazała leżeć, nie ruszać się, płakać. Tak, to jedyna czynność, na którą zezwalała. Ale to też tylko od czasu do czasu.

Potem zjawiła się jeszcze ze dwa razy i została, gdzieś tam w tle. Niby niewyraźna, ale nie dawała o sobie zapomnieć.

Zjawił się On, Książę, który okazał się księżniczką i kolejnym skończonym gnojem w jednej osobie. W ślad za nim przyszła znów ona - pani D.

Ostatkiem sił zmotywowałam się do walki/ucieczki. Bo w tym przypadku to jedno i to samo.
Walcząc uciekam, poddając się jej próbuję się jej pozbyć.

Podobno ma być lepiej.

#depresja #bezsens #pustka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz