środa, 12 września 2012

jeszcze większa dawka adrenaliny

Powiem wam szczerze, że myślałam, że motor to będzie najbardziej szalona rzeczy tych wakacji... Wczorajszy dzień pokazał mi jak bardzo się myliłam....... ;)

Rano pojechaliśmy do Przybrodzina na żagle - no i w porządku.... Ale Krecik postanowiła wystawić tyłek za burtę, więc chciałam czy nie, zrobiłam tak samo ;)



Potem trzeba było zmienić załogę i co gorsza pokład... ;)

Wróciliśmy do domu i zadzwonił Michał, że załatwił drabinę w Gnieźnie...... Już mieliśmy się spotkać, żeby tam jechać, kiedy nad witkowskim niebem pojawiły się czarne chmury, co chwilę rozjaśniane przez pioruny! Już chciałam skapitulować i pójść do domu, ale Michał uparł się, żebyśmy pojechali chociaż zobaczyć gnieźnieńską strażnicę ;) Tak też zrobiliśmy. Pozwiedzaliśmy, pooglądaliśmy wozy, Kret nawet zjechała z ześlizgu (czy jak to się tam nazywa :P), powitałyśmy powracających z akcji strażaków, zaprosili nas na sobotnią bibę i stwierdzili, że burza przeszła i mogą wystawić samochód z drabiną..........



WJECHALIŚMY NA 37 METRÓW!!!!!!!!!!!!!! Spojrzałam w dół - i to był błąd!!!! ;) Ja pierniczę..... Było meeeeeegaaaaaaa!!!!! Widok nieziemski!!! No i ta świadomość, że kask na głowie jest dla picu, bo w sumie jeśli spadnę, to raczej nie przeżyję.... :P haha ;) Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i z wiotkimi kończynami, wyczerpana emocjonalnie wróciłam do Witkowa..... ;)

To był masakrycznie wypełniony dzień!!!! :) Że tak napiszę fejsbukowo: "LUBIĘ TO" :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz