Jestem pewna, że "Hopfen" to nie chmiel, a marihuana... no ale od początku...
Ostatnio mam problemy ze spaniem. Kładę się i leżę tak trzy, cztery godziny i nie mogę zasnąć. Po jakichś dwóch tygodniach zaczęłam się trochę martwić i stwierdziłam, że coś trzeba z tym coś zrobić. Próbowałam już chyba wszystkiego!
Jednej nocy wypiłam dwa kubki herbaty z melisy i jedyne, co mi się potem chciało, to siku...
Innym razem stwierdziłam, że posłucham muzyki relaksacyjnej, żeby się wyciszyć, ale myślałam, że wystrzelę wszystkie te ćwierkające ptaszki!
Spróbowałam wyciszyć się na jodze - i owszem, na zajęciach chciało mi się spać, ale po powrocie do domu przez cygańską dzielnicę byłam baaaardzo rozbudzona...
Nie pomógł też Piotr Fronczewski... Skoro na dzieci działa opowiadanie bajek, to stwierdziłam, że jeśli pan Piotr poczyta mi coś do snu, to może wtedy uda mi się szybko zasnąć. Niestety, wybrałam kryminał, który tak mnie wciągnął, że nie mogłam skupić się na zasypianiu, bo byłam cholernie ciekawa, czy płatni mordercy zabiją głównego bohatera czy nie i co stanie się z dziećmi, które miał gdzieś (no i właśnie GDZIE?) dostarczyć. Ach...
Myślałam, że jedynym rozwiązaniem będzie chodzić codziennie na imprezy i następnego dnia robić sobie siestę ;) Ale NIE! W domu przecież mam Niemkę! A Niemka ma zajebiste niemieckie leki! ;) Tak więc Rebecca dała mi tabletki na spanie, które zawierają, jak mówi napis na opakowaniu, "hopfen" - co wujek Google tłumaczy jako "chmiel". Jednak wydaje mi się, że i tym razem translator się myli.... ;) Wczoraj wzięłam pierwszy raz tego tabsa - godzinę przed spaniem, zgodnie z ulotką. W planach miałam prysznic, Weidera, uszykowanie się na zajęcia i łóżko... Nie byłam w stanie wszystkiego wykonać, bo już z łazienki wracałam chwiejnym krokiem! ;) Udało mi się dojść do łóżka i resztką sił ustawić budzik... Co nie było takie łatwe! Całe moje ciało było totalnie bezsilne, wiotkie. Czułam się tak, jak bym zemdlała, ale miała świadomość tego, co się dzieje. Było to taaaak dziwne uczucie, że leżałam bez ruchu na łóżku i śmiałam się co chwilę sama z siebie ;) Czułam się jak debil, ale nie mogłam NIC zrobić.... Nie miałam siły nawet przewrócić się na drugi bok. Moje ciało spało, ale mózg nie.
Totalnie odjechane uczucie! W końcu po godzinie czy półtora przyszedł upragniony sen. Obudziłam się wypoczęta już o 7!!! :) NIEMIECKA MEDYCYNA - LUBIĘ TO!!! :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz