Dzisiaj wolne, bo Hiszpanie świętują. Co prawda nie wiem, co konkretnie, ale ważne, że zajęcia odwołane, miliard ludzi na ulicy i wywieszone flagi. No i mecz Białoruś - Hiszpania (fakt, nie z tej okazji).
Poszłyśmy wieczorem na spacer i para beber algo. Ludzie tu naprawdę chodzą jak święte krowy... Nikt nie patrzy, czy na kogoś wpada, zatrzymuje się nagle, nie myśląc czy ktoś nie wpadnie na niego. Meksyk! Szlag mnie już dzisiaj trafiał, jak po raz kolejny dostałam od kogoś z bara. Ach.... Uroki hiszpańskiego stylu życia. W końcu znalazłyśmy miejsce w jakimś barze. Zjadłam przepyszne tapas! Google Translator powiedział mi, że to kaszanka z serem kozim, ale rzeczywistość okazała się inna ;) Gadałyśmy o życiu, o naszej przeszłości i planach. Było miło.
Dzisiaj też pierwszy raz, tak całkowicie, zachwyciło i totalnie zadziwiło mnie to, że MIESZKAM W HISZPANII! Do tej pory oglądałam Salamankę tylko na zdjęciach, a teraz wychodzę z domu i po trzech minutach jestem na Plaza Mayor! Na przecudnym Plaza Mayor! Poczułam się naprawdę szczęśliwa i obdarowana przez los. Tak, CIESZĘ SIĘ, ŻE TU JESTEM! :) Dopiero teraz czuję, że SPEŁNIA SIĘ MOJE MARZENIE. Warto było poczekać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz