Taaaak, byłam dzisiaj na imprezie. Dziewczyny mnie wyciągnęły. Przed wejściem spotkałam Polki, które poznałam na wycieczce do Valladolid. Jejaaa... Utwierdzam się w przekonaniu, że takie biby mnie nie kręcą.... ;) Nudziło mi się... W końcu DJ puścił Hasta que salga el sol, więc przez moment humor mi się poprawił ;) Potem dziewczynom się znudziło i chciały zmienić klub, więc stwierdziłam, że to doskonała okazja, żeby zmyć się do domu ;) Pożegnałyśmy się i kiedy ruszyłam w stronę Azafranal, zaczepił mnie jakiś koleś. W Polsce pewnie byłabym posrana ze strachu, a tu jakoś nie.... (może to ta temperatura, procenty i ogólna życzliwość ludzka) Powiedział, że jak tylko mnie zobaczył, to chciał mnie poznać, a że zawsze w życiu robi to, na co ma ochotę, to podszedł... :P Spoko podejście ;) Odprowadził mnie do domu. Okazało się, że mamy wspólnego znajomego. Chciał numer. Numerów nie daję ;) haha :) Nie wiem, jak ma na imię. Jest z Turynu.
Impreza dziwna i mało udana ;)
Dobranoc.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz