W październiku dostałam maila od redaktor naczelnej gazety, do której pisuję (bo na pewno nie można nazwać tego regularnym pisaniem), że przygotowujemy kolejny numer, tym razem o czekaniu. Wysłała mi listę proponowanych tematów – pierwszym z nich było „Czekanie w różnych zawodach, np. praca strażaka”. Pomyślałam – tak, to temat dla mnie! :)
Pisanie reportażu było niesamowicie przyjemne! Rozmowy ze strażakami ubogacające i niezwykle ciekawe. Mogłam trochę zanurzyć się w ich świat, w to specyficzne strażackie środowisko. Ich wypowiedzi, to jak podchodzą do swojej pracy, czy raczej powołania, misji (bo praca to zbyt wąskie określenie), wszystko to utwierdzało mnie w przekonaniu, że to naprawdę wyjątkowi ludzie. Z rozmowy na rozmowę, z każdym kolejnym obejrzanym materiałem filmowym, rósł mój zachwyt, szacunek i podziw. Straszyli mnie, że jak poznam straż od środka, to mi przejdzie. Nie sądzę. Wydaje mi się, że straż ma coś takiego w sobie, że jak już raz cię wybierze, to trzyma do końca życia. Nie da się z niej zrezygnować. Mam nadzieję, że tak też będzie w moim przypadku.
Podczas zbierania informacji do artykułu dowiedziałam się sporo na temat ogólnej działalności straży, działalności ochotniczych i państwowych jednostek, chłopaki opowiadali mi o akcjach, o szkoleniach, o swoich doświadczeniach związanych z ich „karierami” w pożarnictwie. Mogłam tego słuchać godzinami! Zaciekawiła mnie kwestia kobiet – jaką rolę pełnią w straży. Czy zajmują się wyłącznie sprawami administracyjnymi, czy zdarzają się też takie, które jeżdżą na akcje. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że po świecie chodzą prawdziwe „strażaczki”! Nagle w moim życiu otworzyły się kolejne drzwi. Nieśmiało w głowie zakiełkował pomysł związania życia ze strażą. Rozważałam tę decyzję dość wnikliwie.
Przeglądałam różne strony, dopytywałam chłopaków, szukałam informacji na temat działalności administracyjnej. Innymi słowy, szukałam dla siebie miejsca w tej strukturze. Pojawił się pomysł „oficera prasowego” ;) Zobaczyłam też, że straż zajmuje się prowadzeniem działalności kulturalnej i oświatowej – pomyślałam „O, to coś dla mnie!”. W przypływie wszelkich ciepłych uczuć do braci strażackiej zmontowałam dla nich krótki filmik. Niknie on, co prawda, przy wszelkich ich zasługach, ale miałam potrzebę wyrażenie tego, co do nich i do ich pracy czuję.
A oto i filmik :)
Długo czaiłam się przed rozmową z Prezesem. Nie chciałam, żeby pomyślał, że działam pod wpływem chwili, pod wpływem emocji. Poza tym nadal szukałam dla siebie strażackiego „grajdołka”. Bo jeśli bycie w straży ściśle miałoby się wiązać z wyjazdami na akcje, to mogłabym zapomnieć o przystąpieniu do jednostki. Nie byłabym w stanie sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji. A ponad wszystko, nigdy nie chciałabym być nieprzydatnym elementem. W głowie jedna myśl: „Chcę coś robić, ale nie jestem stworzona do akcji.”
Napisałam w końcu do Prezesa o moich przemyśleniach i o chęci wstąpienia do OSP. Odpisał, że jak najbardziej zaprasza i że myślał już o zadaniach dla mnie. Bardzo ucieszyła mnie ta wiadomość. Od razu wydrukowałam wniosek i odłożyłam go na kupkę „Rzeczy do zabrania do Polski”.
Zaraz potem, co było do przewidzenia, pojawiły się ogromne wątpliwości co do słuszności mojej decyzji. Wychodziłam z założenia, że skoro jesteś w straży, to masz w niej służyć, a nie być i ładnie wyglądać. Nie chciałabym być w jednostce dla samego bycia... Chciałabym coś robić! Choćby, póki co, na odległość…
Pojawiła się we mnie chęć zapoznania się z całym ogromem strażackiej wiedzy. Synek podesłał mi prezentacje szkoleniowe i zaczęliśmy regularny kurs przez Internet. Przegadaliśmy mnóstwo godzin. Synek tłumaczył mi najprostsze rzeczy, których nie rozumiałam. Wszystko pomału stawało się coraz bardziej jasne i logiczne. Nadal widzę, że jeszcze bardzo dużo przede mną, ale cieszę się z tego, co już wiem.
Stwierdziłam, że sama wiedza „naukowa” to nie wszystko. Postanowiłam wziąć się za siebie, zadbać o moją kulejącą kondycję. Poszłam pierwszy raz biegać. Nie dość, że przeszkadzali mi ci wszyscy gapiący się ludzie, to mój bieg ograniczył się do jakiś pięciu minut i zakończył ogromną zadyszką. No nie mogę powiedzieć, żebym złapała bakcyla. Nie od razu. Z czasem było coraz lepiej, coraz łatwiej i coraz przyjemniej. Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez biegania, bez treningów i tych wszystkich pompek i brzuszków. Sport pozwala mi się oderwać od codzienności, wyładować się, pozbyć się nieprzyjemnych emocji. Bieganie jest lepsze od zakupów czy czekolady, moje drogie panie.
A wracając do straży - nurtował mnie nadal temat kobiet w jednostce, bo kwestia wyjazdów alarmowych stawała się coraz bliższa memu sercu. Postanowiłam więc napisać do jednej strażaczki. Jadzia okazała się bardzo sympatyczna i otwarta. Opowiedziała mi pokrótce swoją historię w straży. Ucieszyła się z przyszłej nowej koleżanki w OSP. To było bardzo miłe.
Problemem było i nadal jest to, że chciałabym jak najlepiej służyć w straży, ale nie wiem, na jak dużo mnie stać... Boję się, że wiele rzeczy mnie przerasta i że to, co mam do zaoferowania, to naprawdę niewiele... Strażacy ryzykują swoje życie, a ja skrobnę jakiś artykuł. To jest NIEPORÓWNYWALNE.
Chciałabym znaleźć w sobie odwagę i takie samozaparcie, żeby działać, żeby dawać więcej i więcej. Zawsze tak jest, że boję się podjąć decyzję, zaryzykować i wziąć odpowiedzialność. Nie wiem, czy mogę się tego nauczyć w straży, czy raczej powinnam z tym już do straży przyjść. Jest we mnie przekonanie, że nie potrafię, nie jestem wystarczająco dobra, że ktoś jest lepszy, bardziej się do czegoś nadaje. Wiem, że prawda jest inna, a to, co jest w mojej głowie, jest tylko tam, a nie w rzeczywistości, ale ciężko wyjść poza takie myślenie. Wiem, że po prostu do wszystkiego potrzeba pracy i oczekiwania na jej efekty. I tego się trzymajmy!
Przyjechałam na święta do rodzinnego miasta. Pan Eś wręczył mi oficjalne zaproszenie na wigilię strażacką i obiecał, że pójdziemy tam razem. Przyjechał po mnie, a ja (nie rozumiem mojego zdziwienia) byłam zaskoczona, że jest w mundurze. No przecież to STRAŻAK! Poczułam, że wkraczam w nowy, wymarzony świat. Choć z drugiej strony bałam się spotkania z tymi ludźmi. Po pierwsze, bo jako jedyna byłam tam nowa, a wejście w grupę nigdy nie było dla mnie przyjemnością. A po drugie wyszły małe komplikacje z artykułem i bałam się reakcji Prezesa. Ku mojemu niesłuchanemu zdziwieniu – wszyscy przyjęli mnie nad wyraz życzliwie i z ogromną otwartością. Przywitałam się z Prezesem i razem z numerem czasopisma wręczyłam mu wniosek o przyjęcie mnie do OSP. Przekazał go naczelnikowi i zaprosił do stołu. Pan Eś tak mną pokierował, że znalazłam się przy stole dla VIPów, razem z członkami zarządu, burmistrzem i posłem. Ach życie! Jestem stworzona do władzy ;) Po części oficjalnej nadszedł czas na tę bardziej luźną. Było przesympatycznie. Poczułam się totalnie zaakceptowana, czego przypieczętowaniem był wzniesiony przez Prezesa toast za „przyszłych członków”.
Następnego dnia mieliśmy się spotkać, żeby posprzątać. Kiedy doszłam do remizy parę razy przecierałam oczy! To był niesamowity widok! Kilku mężczyzn z miotłami w rękach biegający po sali, kilku innych ustawiający stoły i krzesła, i gdzieś tam w tle zgromadzona maleńka grupa płci pięknej oglądająca zdjęcia z ostatnich strażackich wydarzeń. Poczułam się jak w domu w Szymbarku – wszystko do góry nogami, wszystko nie tak, jak trzeba (nie tak, jak byłam nauczona i przyzwyczajona). Moje stereotypy wyparowały.
Ze strażakami spędziliśmy także wspólnie sylwestra. Cała jego organizacja przebiegła bardzo sprawnie. Krótkie, konkretne polecenia – każdy wiedział co ma robić, a przy tym wszechobecny duch wolności. Podoba mi się to! Brakowało mi takiego uporządkowania, stanowczości, ale przy jednoczesnej możliwości wyboru i powiedzenia własnego zdania. To w strażakach lubię.
Z każdym kolejnym spotkaniem w mojej głowie zaczęły się tworzyć „profile” poszczególnych strażaków. Przestali być ujednoliconą masą odważnych ludzi. Stali się konkretnymi osobami. Nie znam jeszcze wszystkich, ale nie czuję się już wśród nich obco. To pomału też moje chłopaki. Znam ich z imienia, mamy kontakt, rozmawiamy (teraz, na odległość, przez internet). Pomagają mi bardzo. Kiedy czegoś nie wiem, nie rozumiem, pytam, a oni cierpliwie tłumaczą, pokazują, wyjaśniają. Chyba wierzą we mnie bardziej niż ja sama.


Tak sobie myślę, że w życiu jest tak, że człowiek stawia sobie jakąś granicę, a kiedy jest ona w zasięgu ręki, przesuwa ją dalej. Tak było też ze mną. Zaczęłam mentalnie przesuwać moją granicę. Na początku było pytanie, czy w ogóle wstąpić do OSP, potem, co miałabym tam robić i padło na administrację. Kolejnym etapem zaczęły być rozważania „a może jednak strażak-ratownik?!”. Na takich rozmyślaniach upływa mi już drugi miesiąc.
W międzyczasie zaczęłam działać. Pan Strażak mianował mnie administratorem fanpage’a naszej OSP, więc w moim życiu zaczął się gorący okres pracy – organizacja strony, poszukiwanie materiałów, porządkowanie ich, planowanie. Praca zakończyła się sukcesem, wpisy zaplanowane są do czerwca, fanów przybywa, strona żyje. Bardzo się z tego powodu cieszę. Teraz przed nami kolejne zadanie – oficjalna strona jednostki.
Przede mną dużo wyzwań. Dużo nowych doświadczeń. Dużo planów i nadziei.
Nie wyobrażam sobie już życia bez straży!


.jpg)
.jpg)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz