Nowy Rok nieustannie kojarzy mi się ze zmianami, z postanowieniami, z zarzucaniem starych schematów. Z jednej strony, co za różnica, kiedy zaczynam życie od nowa, z drugiej, skoro początek roku symbolicznie uznawany jest za początek nowego, to może warto spróbować?
Urządzam się w Gdańsku. Sprzątam, układam, myję, czyszczę, przekładam, odkładam, wyrzucam. Nawet Sis się angażuje, mimo że wiem, jak tego nie znosi.
Jest już ładnie i coraz bardziej po mojemu. W głowie siedzi tylko jedna myśl - co jak zadzwonią z Olsztyna, Torunia czy Warszawy i będę musiała rzucić to wszystko, co tu sobie oswajam, i znowu przeprowadzać się w nowe miejsce. Czuję, że nie mam na to siły, a wiem, jak bardzo życie lubi mi płatać takie figle.
Czuję się trochę jak po operacji, niby wyleczona (może bardziej "podleczona"), ale wszystko boli i nie funkcjonuję jeszcze normalnie.
Musiałabym pomyśleć o terapii.... Depresja sama nie przychodzi i sama nie mija.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz