Jestem sama, bo to wybrałam. Taka jest moja decyzja. Staję po swojej stronie. Nie pozwolę, żeby dłużej mnie krzywdził, żeby każdą minutą nieobecności zadawał potworny ból.
Potrzebuję stałości. Jego brak jest niezmienny. Nie ma ani jego, ani tym bardziej nas.
Potrzebuję to zakończyć, raz na zawsze. Ale coś mnie powstrzymuje. Pragnienie bliskości? Złudne szczęście, którego doświadczyłam tylko przez moment? Nadzieja na lepszy czas?
Muszę ratować siebie, skoro związku on nie chce ratować.
Pięć kilo mniej, trochę mniej płatów czołowych i ten potworny ból gdzieś w środku. Dziękuję za to, że pojawiłeś się w moim życiu.
Mdli mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz