Ach... męczą mnie te wszystkie nowości, zmiany, oczekiwania i wyzwania... Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wyjazd na erazmusa do Salamanki to nie był dobry pomysł. Pomału też stwierdzam u siebie zaburzenia nastroju... No bo jak to możliwe, że jednego dnia rozpaczam, następnego jestem szczęśliwa i znów kolejnego mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę i wracać z rykiem do Polski. Jeśli rozwiązaniem moich problemów mają być kolejne copas, to ja bardzo dziękuję, ale bycie alkoholiczką nie jest dla mnie kuszące....
Łzy same płyną... :(

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz