Wszystko było nie tak.
Musiałam pojechać do nowego miasta. Autem. Sama.
Zostawiłam samochód na jakimś ogromnym, pustym parkingu.
Znów rozrusznik odmówił współpracy.
Wsiadłam do Niego do samochodu.
Wywiózł mnie gdzieś, sama nie wiem gdzie. Na hamburgery. Ciężkostrawne.
Odezwała się moja choroba lokomocyjna. Zrobiło mi się niedobrze. Poprosiłam, żeby odstawił mnie na parking.
Zabrał mnie do siebie. Napoił gorzką herbatą, dał bluzę i okrył kocem.
Opiekuńczy. Dobry.
Zabierze mnie na grzyby.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz